urlop

Raz do roku…

…odwiedzam miasto, które kocham całą cząstką mej kobiecej natury. Miasto pełne ceglanych domków, miasto tej niesamowitej, wiktoriańskiej atmosfery…i miasto pełne poświątecznych sejli ;D;D;D…Londyn…
Cały rok czekam na styczeń, bo styczeń to TEN miesiąc. I jedziemy. Jutro.
Planuję…planuję, ze w tym roku nic nie stanie nam na przeszkodzie aby odbyć niemal rytualny onegdej spacer od Piccadilly Circus, poprzez Traffalgar i London Bridge do Big Bena i na końcu pod London Eye. A Londyn w tym karnawałowym okresie jest przepieknie oświetlony 🙂
I kawy się napiję i zjem fiszandczipsa. I kebaba z Hounslow. I do chinola w Slough pojedziemy. A jak finanse pozwolą to załapiemy się na chicken tika masala w Katmandu inn. A jak nie Katmandu inn to Chiquito…
No i Primark ma się rozumieć!! Jako pozycja obowiązkowa w moim terminalu 😀
No, to przed wyjazdem pragnę Wam złożyć życzenia

DOSIEGO ROKU!!!