Zamówione.







Pierwsze zamówienie, miało być pudełko na szpargałki, w phalki. Zakładeczka extra - ode mnie.


Wiosna na jesień








Konwaliowy zestaw nabiurkowy.


Je ja vu




Zaczynamy od tego, co już było, czy tego co już spod moich palców wyszło i po świecie się rozlazło :)

Koszyczki plotę z papierowej wikliny, od niedawna, ale z zapałem :) Decoupaguję dla wprawy (bo papier to taki magiczny materiał, że zawsze go można przemalować lub pozaklejać ;) ) Te jesienne dostały się Marysi na urodziny, zakładki zachłannie i egoistycznie zachowałam dla siebie, gdyż dość miałam już przekładania książek biletami :)

Różane pojechały w ramach podziękowań do pewnej pani.

(za Chiny ludowe nie wiem jak poukładać te fotki tak, by szły razem z tekstem a nie tak jak są...wszystkie w kupie na górze :/ )




Tytułem wstępu...

Na urlopie wychowawczym dzieją się różne rzeczy. Niesłychane i niepojęte. I czasami tak się dzieje, że się dzieje a wtedy to już pozamiatane ;)
Blog ten, tutaj i w tym czasie ma służyć mi (ofkors) czyli matce zeschizowanej i lekkuchno już anarchizującej trzylatki (i kochanej ofors i słodkiej, najfajniejszej i ogólnie naj - żeby nie było ;) ). matka owa (czyli ja) celem zachowania względnej trzeźwości umysłowej (chociaż jeśli chodzi o trzeźwość matka ma czasami myśli nieczyste, lecz z chwilowego braku możliwości pozostaje przy myślach nieczystych i grzesznych) oraz dla urozmaicenia sobie czasu wolnego (którego wraz z rosnącym pacholęciem jest coraz więcej - kto by pomyślał) postanowiła zająć się robieniem czegoś z niczego (matka również czasami traci kontekst, więc czytelniku/oglądaczu/podglądaczu liczę na cierpliwość twą i wyrozumiałość).

I tak oto powstał ten blog. For mi. For ju. For enyłan hu łonts :)

(matka ma niepohamowane chęci rozmawiania w wiadomym języku obcym, którego brak boleśnie odczuwa od lutego, z przyczyn technicznych, dlatego też czasami będzie sobie w pongliszu pisała)

Czuwaj!

Klik

Na dobry początek :)
TOP