środa, 8 grudnia 2010

Soutache...

U Boniusi zobaczyłam prześliczne kolczyki (skubana w wymiance się jej takie cuda trafiły ;) ). Powiększyłam je sobie na kompie. I cóż...to była miłość od pierwszego spojrzenia. Ciałem mym wstrząsną dreszcz, zakręciło mi się w głowie, w uszach słyszałam ćwierkanie Disnay-owskich wróbli (co automatycznie wywołało halucynację w postaci Bambiego ;p ), i poczułam żądzę. Ogromną, nie dającą mi spokoju. W ciągu pół godziny przewertowałam wszechwiedzące gugle, wyczytałam co i jak i w transie miłosnych uniesień złożyłam zamówienie. Nie jakieś tam małe, na próbę...o nie...od razu kilkadziesiąt metrów taśmy sautache...bo moja rozdrażniona jaźń wiedziała, że nie poprzestanę na jednej próbie. Czekanie na przesyłkę było torturą...ale doszła, przyszła, rozpakowałam i achhhh...
...Teraz mam pokute paluchy, bo to nie takie proste, wypleść sobie takie biżuty. Zaopatrzyłam się w naparstek - nic mi nie stanie na przeszkodzie ;p.
I o, chwalę się pierwszymi dokonaniami w nowej dla mnie dziedzinie...
Naszyjnik; Sutaszowa taśma, kryształ Swarovski, szlifowane kryształki Jablonex, srebrzony łańcuszek i zapięcie....





Kolczyki - fuksjowa królowa; srebro, sutasz i szklane kryształki





teraz jestem w trakcie nieco większego projektu i mam nadzieję dzisiaj skończyć....

A na dokładkę zaległa bransoletka filcowa - mrrrau





Miłego dzionka wszystkim!
TOP