czwartek, 30 grudnia 2010

Raz do roku...

...odwiedzam miasto, które kocham całą cząstką mej kobiecej natury. Miasto pełne ceglanych domków, miasto tej niesamowitej, wiktoriańskiej atmosfery...i miasto pełne poświątecznych sejli ;D;D;D...Londyn...
Cały rok czekam na styczeń, bo styczeń to TEN miesiąc. I jedziemy. Jutro.
Planuję...planuję, ze w tym roku nic nie stanie nam na przeszkodzie aby odbyć niemal rytualny onegdej spacer od Piccadilly Circus, poprzez Traffalgar i London Bridge do Big Bena i na końcu pod London Eye. A Londyn w tym karnawałowym okresie jest przepieknie oświetlony :)
I kawy się napiję i zjem fiszandczipsa. I kebaba z Hounslow. I do chinola w Slough pojedziemy. A jak finanse pozwolą to załapiemy się na chicken tika masala w Katmandu inn. A jak nie Katmandu inn to Chiquito...
No i Primark ma się rozumieć!! Jako pozycja obowiązkowa w moim terminalu :D
No, to przed wyjazdem pragnę Wam złożyć życzenia

DOSIEGO ROKU!!!
TOP