niedziela, 19 grudnia 2010

Ależ ładny dzisiaj był poranek...

...śnieg był gruby i padał gęsto. Powietrze pachniało białym puchem i ani drgnęło, słonko wschodziło nieśmiało a niebo nabierało barw powoli. I cisza, cisza dookoła, którą zakłócały jedynie poszczekiwania psów. A my gromadą gwarną ruszyłyśmy na podbój górki szkolnej :)O 7 rano ;p
Nom.
I powstały kolejne sutaszowe wytwory.

"Szeherezada" czyli howlity w soczystym oplocie :)





oraz "Bransoletka amarantowa" czyli agat i noc kairu





:)
TOP